Skraj/ Edge

SKRAJ
Mam powracający sen. Nie śni mi się on często, ale od dawna i za każdym razem trochę inaczej.
Jestem o zmierzchu sama na pustej plaży. Za plecami mam ciemną zieleń drzew i krzewów. Pośród nich jest droga, można nią dojść do miasta na wzgórzu. Miasto jest bardzo stare i właśnie zapalają się w nim pierwsze latarnie. Morze szumi kojąco, wiatr jest ciepły, fale łagodne. Widzę jak na widnokręgu pojawiają się ich białe grzywy. Gdzieś w oddali, dostrzegam kątem oka anomalię. Zaburzenie jest jednak tak nieznaczne, peryferyjne, że łatwo je zignorować.
Zapada zmrok, droga za mną ciemnieje. W mieście palą się światła i myślę, że powinnam tam pójść. Mogłabym wejść do jakiegoś domu, w którym słychać rozmowy, jest jedzenie, muzyka, książki…ale czuję, że to wszystko już mnie nie dotyczy. Nawet ludzki dotyk nie jest mi potrzebny. Morze jest spokojne.
Teraz jednak wyraźnie widzę dziwnie wzbierającą falę. Jest jeszcze daleko, ale uświadamiam sobie, że porusza się niezwykle szybko i rośnie. Zdążyłabym jeszcze uciec, dobiegłabym na wzgórze do miasta, światła i ludzi, ale na brzegu jest zbyt ciekawie. Tylko stąd mogę obserwować to, co się wydarzy.
Wpatruję się w falę, która ogromnieje, jest większa od góry. Wiem już, że nawet gdybym zaczęła biec z całych sił, niczego to nie zmieni. Jest za późno.
Mogę jedynie patrzeć, albo zamknąć oczy, czekać i wstrzymać oddech.
„Skraj” to seria najnowszych i wcześniej nie pokazywanych prac na papierze oraz płótnie, malowanych tuszem, atramentem, płynnym grafitem, woskiem. Są inspirowane morzem i wyobrażeniami, marzeniami o zaświatach. Te wyobrażenia wpływają na to, kim jesteśmy. Zdarza się, że dostrzegamy enigmatyczne zarysy “tamtej strony”, które mogą być fantazją, złudzeniem.
Obrazy odnoszą się do kobiecości i czasu. Są również wyrazem mojej osobistej więzi z wodą. Urodziłam się i przez pierwsze 16 lat swojego życia mieszkałam na Suwalszczyźnie. Wiele z tego co było i z tego co przeczuwam, że na- dejdzie zawiera się w tamtejszym pejzażu, w rozległych przestrzeniach, powietrzu, w zapachu wody, kłębiących się nad nią chmurach. Latem lubię wypływać w nocy na środek jeziora. Woda jest wtedy ciepła i czarna jak atrament. Wydaje się być głęboka jak niebo. Wypatruję stamtąd konturów lasów, urwistych brzegów, mgieł, dymów i ognisk. Dźwięk rozchodzi się osobliwie. Co jakiś czas słychać pluski, szmery, krzyki nocnego zwierzęcego życia, w którym zazwyczaj się nie uczestniczy. Jednak najwspanialsze uczucie to odpłynąć daleko od brzegu w morze, w ulewnym deszczu. W słonej wodzie ciało wydaje się lżejsze. Nie ma z czym walczyć, nie ma fal. Deszcz jest ciepły i słodki, zmywa z twarzy sól, morze niesie pogodzenie i ukojenie.