Autor: Aleksandra Batura

  • Light in my room/ Światło w moim pokoju

    „Światło w moim pokoju” to cykl obrazów olejnych dużych formatów. Światło to ciepło, ukojenie i życie. Pamiętam jego refleksy na ścianach i przedmiotach w domu rodzinnym. Zjawiska obserwowane od najwcześniejszego dzieciństwa, zawsze fascynujące i przynoszące poczucie bezpieczeństwa, nadzieję, spokój. Odmieniające to, co znane. Odbierające materii jej materialność. Jak uchwycić na płótnie światło z tamtego pokoju (i z każdego innego, do którego czasem zagląda słońce)?

    W mojej pracowni jest bardzo jasno. Bywa, że odblaski rażą w oczy. Maluję w światle. Czasem światłem- celowo wystawiam fragmenty obrazów na długotrwałą ekspozycję promieni słonecznych i później utrwalam miejsca w ten sposób rozjaśnione. Często wydaje mi się, że dopiero zaczynam obraz, ale okazuje się, że właściwie jest on ukończony. Każdy dodany element byłby zbędny. Kształty, zestawienia kolorów dla mnie samej bywają niespodziewane, zagadkowe, łączą się z niesprecyzowanymi uczuciami, miejscami, przedmiotami – z czymś co wydaje się znajome, a o czym być może zapomniałam. Niekiedy okazuje się, że dzielę te światy jeszcze z kimś innym, z odbiorcą. To pogłębia sens mojej pracy. Z kolei świadomość, że nie wszystko w człowieku jest oczywiste, że jest coś do odkrywania, niesie ze sobą nadzieję. Gdyby mógł on być w pełni dojrzały, skończony, poznany, byłoby to straszne, beznadziejne. Wierzę w pierwotną tożsamość, która jest rozleglejsza niż to, co zewnętrzne. Wykracza poza wszystko, czym obrastamy i do czego się przywiązujemy: wygląd, nabytą wiedzę, przekonania, upodobania, wyobrażenia o sobie i o świecie. To, co było na początku, często okazuje się najważniejsze.

    Przez wiele lat uprawiałam malarstwo realistyczne, udoskonalałam warsztat. Nie chciałam, by brak wprawy, zmuszał mnie do pójście na skróty, do samooszukiwania. Teraz, kiedy maluję, nie myślę o warsztacie, nie czuję oporu materii, zapominam o sobie, roztapiam się… Najbardziej cenię te momenty, kiedy „znikam”, a potem w obrazie ujawnia się coś, co wydaje mi się nieznane, nie moje. Ten proces bardziej przypomina dialog, niż monolog – Aleksandra Batura

    TEKST KURATORSKI:
    W obrazach Aleksandry Batury można dostrzec pewną misję – ochronić i na nowo rozwinąć warstwy fundamentalnej wrażliwości, jeszcze nie dzielącej świata na klarowne strefy. Z drugiej strony, zbyt oczywiste poetyzowanie spontanicznych przeżyć byłoby pochopne. Widać więc nie tylko radość improwizowania ale i skupione podejście do tematu. Możemy dostrzec analityczną obserwację gry kolorów i światła, starania o dobór najbardziej precyzyjnych środków zapisu własnych doznań. (…) Aleksandrę Baturę już w punkcie wyjścia interesuje przy tym zmierzenie do samej esencji, do sedna sprawy, nie zaś konstruowanie tradycyjnych opowieści i fabuł. Jeżeli dokumentuje ślady przeżyć w postaci efektów światła towarzyszących widokowi z okna przed burzą albo ucieczce ze szkoły, a nie figury i obiekty o ściśle określonych granicach, to może dlatego, że jest również malarką życia i teraźniejszości, a nie tylko „archeolożką przeszłości”. Wyłowione przeżycia, inicjacyjne doświadczenia różnych lat, wciąż trwają, zmieniają się i nie wiadomo, do czego jeszcze doprowadzą. Dlatego ich kontury i formy są otwarte, a przestrzeń oraz światło są zdolne nadawać im ciągle nowego wyrazu. (…) Oglądając obrazy Aleksandry Batury widzę, jak bardzo często, na różne ciekawe sposoby, mierzy się ona z problemem, który wydaje się dla artystów czasem wręcz najważniejszy. Problemem ostatniego gestu. Aleksandra ewidentnie zdaje się na spontaniczność, niedopowiedzenia i improwizację. Zamknięta forma byłaby sprzecznością. Nie popada też jednak w nadmierną łatwość sztuki kontekstu, swego rodzaju konceptualizmu, zgodnie z którym dzieło nabiera sensu dopiero w procesie ekspozycji i w zderzeniu z różnymi reakcjami odbiorców. Niektóre obrazy mogą wydawać się widzom swoistymi „instalacjami malarskimi”, od razu zachęcając do zestawiania ich w większą serię, wyobrażenia sobie, jak prezentowałyby się w określonej przestrzeni, w akompaniamencie różnego oświetlenia, może czasem też dźwięków. Mimo tej otwartości to utwory skupione mocno na sobie, odrębne i autonomiczne; kontekst może natomiast dodatkowo je oświetlać – w sensie i dosłownym i metaforycznym – Wiktor Rusin.

  • Skraj/ Edge

    SKRAJ
    Mam powracający sen. Nie śni mi się on często, ale od dawna i za każdym razem trochę inaczej.
    Jestem o zmierzchu sama na pustej plaży. Za plecami mam ciemną zieleń drzew i krzewów. Pośród nich jest droga, można nią dojść do miasta na wzgórzu. Miasto jest bardzo stare i właśnie zapalają się w nim pierwsze latarnie. Morze szumi kojąco, wiatr jest ciepły, fale łagodne. Widzę jak na widnokręgu pojawiają się ich białe grzywy. Gdzieś w oddali, dostrzegam kątem oka anomalię. Zaburzenie jest jednak tak nieznaczne, peryferyjne, że łatwo je zignorować.
    Zapada zmrok, droga za mną ciemnieje. W mieście palą się światła i myślę, że powinnam tam pójść. Mogłabym wejść do jakiegoś domu, w którym słychać rozmowy, jest jedzenie, muzyka, książki…ale czuję, że to wszystko już mnie nie dotyczy. Nawet ludzki dotyk nie jest mi potrzebny. Morze jest spokojne.
    Teraz jednak wyraźnie widzę dziwnie wzbierającą falę. Jest jeszcze daleko, ale uświadamiam sobie, że porusza się niezwykle szybko i rośnie. Zdążyłabym jeszcze uciec, dobiegłabym na wzgórze do miasta, światła i ludzi, ale na brzegu jest zbyt ciekawie. Tylko stąd mogę obserwować to, co się wydarzy.
    Wpatruję się w falę, która ogromnieje, jest większa od góry. Wiem już, że nawet gdybym zaczęła biec z całych sił, niczego to nie zmieni. Jest za późno.
    Mogę jedynie patrzeć, albo zamknąć oczy, czekać i wstrzymać oddech.
    „Skraj” to seria najnowszych i wcześniej nie pokazywanych prac na papierze oraz płótnie, malowanych tuszem, atramentem, płynnym grafitem, woskiem. Są inspirowane morzem i wyobrażeniami, marzeniami o zaświatach. Te wyobrażenia wpływają na to, kim jesteśmy. Zdarza się, że dostrzegamy enigmatyczne zarysy “tamtej strony”, które mogą być fantazją, złudzeniem.
    Obrazy odnoszą się do kobiecości i czasu. Są również wyrazem mojej osobistej więzi z wodą. Urodziłam się i przez pierwsze 16 lat swojego życia mieszkałam na Suwalszczyźnie. Wiele z tego co było i z tego co przeczuwam, że na- dejdzie zawiera się w tamtejszym pejzażu, w rozległych przestrzeniach, powietrzu, w zapachu wody, kłębiących się nad nią chmurach. Latem lubię wypływać w nocy na środek jeziora. Woda jest wtedy ciepła i czarna jak atrament. Wydaje się być głęboka jak niebo. Wypatruję stamtąd konturów lasów, urwistych brzegów, mgieł, dymów i ognisk. Dźwięk rozchodzi się osobliwie. Co jakiś czas słychać pluski, szmery, krzyki nocnego zwierzęcego życia, w którym zazwyczaj się nie uczestniczy. Jednak najwspanialsze uczucie to odpłynąć daleko od brzegu w morze, w ulewnym deszczu. W słonej wodzie ciało wydaje się lżejsze. Nie ma z czym walczyć, nie ma fal. Deszcz jest ciepły i słodki, zmywa z twarzy sól, morze niesie pogodzenie i ukojenie.

  • JEDNIA

    Wszechświat jest Jednią. Gdyby nią nie był, rozpadłby się. Wystarczyłoby zachwiać jednym elementem…
    Każdy żywy organizm stanowi Jednię. Jednia jest dynamiczna, jak powstawanie życia. Podobnie jak życie, łączy zmienność ze stałością. Zawiera w sobie różnorodność, wielość, a mimo to jest przeciwieństwem rozszczepienia, rozbicia, rozproszenia. Kojarzy się z mikro i makrokosmosem. Z całością i pełnią.
    Żeby wiedzieć coś o zwierzęciu, drzewie, morzu, niebie, księżycu, człowieku, trzeba je poznawać w rożnych stanach, fazach, o różnych porach.
    Czas rozchodzi się w Jedni jak kręgi na wodzie, zmienia formę, słabnie, wycisza się, lub wzmaga, wzbiera jak fala. Przeszłość przenika się z teraźniejszością, albo nawet z przyszłością. Granice są płynne.
    Oprócz abstrakcji, na obrazach pojawiają się ślady różnych opowieści, które właściwie składają się na jedną historię- widzianą z różnych perspektyw, w różnym czasie. Tej historii nie ma sensu opowiadać słowami, bo i tak każdy zrozumiałby ją inaczej. Obrazy żyją własnym życiem. Może być nieskończenie wiele interpretacji. 

  • Muttermilch

    MUTTERMILCH

    The exhibition is composed of images which live on the verge of abstraction, refer to a child’s perception. These images exist as a memory, remnants of a state between wakefulness and sleep. There are also the landscapes which are not material, but they merge fragments and places taken from memory and imagination. They refer to the space of the original identity. They relate to what is hidden, what’s underneath, what’s at the root.

    In the beginning there is mother’s milk, which is everything: relief, security, warmth, innocence, satiety, love, falling asleep, awakening, first memory, the greatest longing, desire, intimacy and fulfillment. In mother’s milk the boundaries of sleep and wakefulness dissolve. It is neither warm nor cold. A baby feels safe and secure when the mother’s breast milk supply is there. But once it’s cut, there is nothing but worry and terror, hunger and pain, emptiness and unknown.

    When I was a child, I thought I heard how the earth spins. I’d closed my eyes and felt dizzy and lightheaded, as if I could feel the movement.

    The children remain as if in the fog. Childhood is neither easy nor safe, filled with insecurity, misunderstanding and loneliness. Lengths and distances are not yet easy to interpret or not easy or to measure. The child pays attention to a specific image and object, tries to find out how they move, through the fragmentary interpretation tries to find out how the world works. What the child sees and how they see it isn’t yet burdened with adult experience.

    One of the most memorable experiences of my childhood was the moment when for the first time in my life I saw flocks of geese. White creatures in the sun. Nothing impressed me so much, either before or after. There is a longing for innocence in every human and the awareness and regret of its irreversible loss. We suffer from insecurity, weakness, anxiety, many unsatisfied hungers. Even before a child is aware of its own individuality, consuming milk turns them into desire to drink. The child becomes the need they are driven by. The experience translates into the images. The images mingle with sensations.

    Looking at a picture – in the broad sense of the word (Landscape, the sea, the rain in a park, rustling trees, reflection of the sun…) it happens an adult loses the sense of independence and for a moment, becomes an image himself, becomes a child, experiences relief.

  • Reviews

    Andrzej Strumiłło o wystawie Pustynia: „Cieszę się ogromnie z tej wystawy. Jest to wystawa rzadko piękna, wystawa która przedstawia dramatyzm świata i osoby. Obrazy sa niezwykle technicznie odważne i świetnie malowane (…). To jest dla mnie bardzo miła niespodzianka, że coś takiego jest blisko. Wielki dramatyzm, wielkie napięcie, wielki znak zapytania co do egzystencji człowieka. Dynamiczna organizacja przestrzeni…obrazy są świetne”.

  • Desert project

    Pustynia przywodzi na myśl nierzeczywiste, odrealnione krajobrazy, inne planety i światy duchowe niepoznane przez człowieka, wyśnione, wyobrażone, wyimaginowane.

    Z pustynią związanych jest wiele archetypów, znaczeń i symboli. Jest to prastare miejsce, które pierwotnie było morskim dnem, a jednocześnie jest odwrotnością morza.

    Metaforycznie jest wyobrażeniem stanu błądzenia i pustki, ale też wycofania ze świata zewnętrznego, w świat myśli i ducha. Jest polem próby, kuszenia, przemiany, przekroczenia. Jest scenerią omamów,  złudzeń, fałszywych odbić i mylnych przekonań, błądzenia i śmierci, lub przekornie, tętniącego pustynnego życia.

    Na pustyni można odnaleźć skarby: studnie, ukryte ogrody-oazy. Rozjarzona i upalna w dzień a ciemna i mroźna nocą, jest obszarem kontrastu.

    Przesypujący się piasek kojarzy się z upływ czasu, ale na pustyni łączy się ze stałością, ciszą i trwaniem w bezruchu. 

    Pustynia może obrazować stan ducha. Będąc na pustyni jest się „gdzieś” i „nigdzie”. Można na nią patrzeć jak na ziemię braku, może być końcem albo początkiem.  Temat ten jest mi szczególnie bliski, ważny. Łączy się z doświadczeniami wielu ludzi, również moimi. 

    W pracy twórczej zajmuję się głównie pejzażem, wielkoformatowym, niedopowiedzianym, na granicy abstrakcji. Obszarami istniejącymi realnie, albo w wyobraźni i pamięci. Lubię łączyć różne materiały, często przemysłowe i nie dedykowane malarstwu, żeby zbudować przestrzeń, oddać jej fenomeny.

    Tworzę też obrazy heterogeniczne, w których fragmenty abstrakcji łączę z elementami  codziennego życia: np. z moimi dziećmi i spotykanymi ludźmi, podróżami, zjawiskami przyrody.

    Jak w większości moich prac i tutaj kontekstem jest nieufność wobec zmysłowego poznawania świata i niepokój wobec niemożności poznania prawdy o kresie ludzkiego czucia, myślenia, życia. Zależy mi na tym, żeby pozostawić przestrzeń dla wielu interpretacji. 

  • Tekst do wystawy „Hiatus”

     

     

    HIATUS (synonimy)

    kontrast, rozdżwięk, dysproporcja, kontrowersja, różnorakość, dysharmonia, rozbieżność, niewspółmierność, dysonans,rozmaitość, dyferencja, konflikt, niezgodność, kolizja, zróżnicowanie, rozwarstwienie, sprzeczność, różnorodność, różnica, niekompatybilność, przeciwstawność, przepaść, różność, dywergencja, odrębność, niejednolitość, przedział, luka, przerwa, antynomia, biegunowość, heterogeniczność, rozziew, rozdział, odmienność, tarcie, biała karta   w historii, rozpadlina, otwór, rozłam, podział, hiat

    Komu obca jest tęsknota za tym, by iść w nieznane i towarzysząca jej, paradoksalnie, myśl o tym, że jakkolwiek byśmy nie szli, idziemy w nieznane od początku do końca?

    Dzieła sztuki i inne osiągnięcia ludzkiej myśli, tworzą mapy szlaków, którymi ludzkość próbowała doścignąć to, co zawsze było o krok przed nią.

    Jeśli matematyk, bazując na dotychczasowym stanie wiedzy w obszarze jakiejś teorii, pracuje długo i konsekwentnie, z reguły trafia na antynomie. To zmusza go do poszukiwania nowych rozwiązań. W ten sposób wkracza na nieznane dotąd drogi. Antynomie to bramy do rozleglejszego świata.

    Niezależnie od użytego medium, obszaru odniesień i zainteresowań, polem działań twórczych jest wyobraźnia. Inne rzeczy są wtórne. Wyobraźnia przekłada się na wszystkie sfery życia. Wiedza bez wyobraźni jest tylko informacją.

    Poprzez kontakt z obrazami (w szerokim znaczeniu tego słowa) zmienia się percepcja, i ewoluuje widzenie. Ujawniają się nowe poziomy odbioru.

    Praca twórcza jest sposobem na komunikowanie się ze światem. Pozwala „mówić” o rzeczach, które trudno jest nazwać, albo które nie mają nazwy. Pomaga porządkować rzeczywistość, odnajdować struktury wizualne, poza słowami. Twórczość może wyrażać niepewność widzenia, niepokój związany z tragiczną niemożnością poznania prawdy. Może też afirmować fascynację tajemnicą i ciekawość odkrywania tego, co zakryte; odwagę, uwolnienie od lęku przed stratą i przed niewiadomym; nadzieję na zachwyt czymś nowym.

    Obraz jest „przetarciem” w rzeczywistości, przez które można wejrzeć w „inne”, albo przejść i znaleźć się „gdzie indziej”. Przeplata się w nim wiele dróg: myśli, doznań, uczuć, doświadczeń wzrokowych. Silny jest związek obrazu z pamięcią. Czasem kontakt z nim pomaga powrócić do tego, co było ważne na początku.

    Czas życia człowieka jest bardzo ograniczony. Sztuka jest częścią czegoś większego, ma swój czas niezależny. Wierzę w drogę, która przekracza człowieka i w to, że najciekawsze wydarza się w miejscu przejścia.

  • Tekst Dorzecza

     

    Dorzecza to miejsca stałe w swojej zmienności. Rzeki zmieniają swoje koryta, wylewają, wysychają. Są starorzecza, martwe koryta rzek i nowe dopływy, ślepe odnogi, kanały łączące ze sobą rzeki i jeziora. Na rozlewiskach gromadzą się ptaki. Są nurty wartkie albo leniwe, spokojne, albo pełne wirów i zdradliwych prądów. Koryta rzek bywają zarośnięte szuwarami, pełne falujących wodorostów, wąskie i tajemnicze, albo rozległe, przestrzenne. Są zimne i świeże źródła oraz skażone, zmęczone ujścia.

    Dorzecza kojarzą się z czymś pierwotnym, z początkiem. Większość prastarych cywilizacji zaczynała się rozwijać na brzegach wielkich rzek i żyła w rytmie ich przemian. Rzeki były szlakami komunikacyjnymi, łączyły ludzi nie mniej niż mosty. Mogły też pozbawić życia.

    Metaforycznie mówi się o czasie, który płynie jak rzeka i o rzece ludzi, wylewającej się na ulice. Można „płynąć z biegiem rzeki” lub „iść pod prąd”, albo podążać w górę rzeki, by „powrócić do źródeł”.

    Jadąc rowerem do mojego studia widzę z mostu na Wiśle szeroką, świetlistą perspektywę wody i nieba, a później pędzę w dół małą ścieżką wśród zarośli dzikiego, prawego brzegu. Intensywnie odczuwam zmianę perspektywy i krajobrazu, natężenia wilgoci w powietrzu, nagły chłód. Nadzieja i radość początku wiosny, późniejsze nasycenie lata i zwiastuny usypiania drzew dotyczą również mojego życia. Mimo jesiennego chłodu czasem jadę tą drogą, żeby widzieć znajome miejsca odmienione, w kolejnej odsłonie przemijania.
    Witalność i bezwład świata roślin i wody, fenomeny światła i zapachów, powidoki obrazów napotkanych po drodze zabieram ze sobą do pracowni. Tam łączą się one z innymi obrazami, zmieniającymi się w czasie, przywołanymi w pamięci i powstają nowe…